W łódzkim Teatrze Muzycznym zakończył się casting do obsady autorskiego musicalu "Drakula". Znamy nazwiska odtwórców głównych ról w spektaklu, którego premiera zaplanowana jest na wiosnę przyszłego roku. Do dwuetapowego castingu zorganizowanego przez Teatr Muzyczny w Łodzi zgłosiło się blisko 160 wykonawców. Do kolejnego etapu
Janusz Boissé zmarł w Łodzi 14 stycznia 2015 o godzinie 16:30 po długiej chorobie . Pogrzeb odbył się 20 stycznia. Rozpoczął go uroczysty przemarsz o godzinie 12:30 spod gmachu I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika na Stary Cmentarz przy ul. Ogrodowej w Łodzi, gdzie o godzinie 13:30 odprawione zostały uroczystości pogrzebowe.
Quiz o Krakowie Krzyżówka. wg U76515240. Klasa 3 Klasa 4 Klasa 5 Klasa 6 Klasa 7 Klasa 8 Historia. Quiz o Krakowie Test. wg Trybus87. Klasa 2 Polski. Legenda o Smoku Wawelskim Test. wg Milenawypych. Klasa 1 Polski.
Park Źródliska I oraz Park Źródliska II są najstarszymi łódzkimi parkami. Tworzyły one niegdyś jeden park zwany Ogrodem Spacerowym, a także Ogrodem angielskim, który został założony w 1840 roku i był do roku 1875 jedynym parkiem miejskim [2]. Wtedy to w granice Łodzi włączono część lasu rządowego leśnictwa Łaznów.
Październik to miesiąc baśni i legend z różnych stron świata. Na pierwszą propozycje daję „Legendę o pieśni” Janusza Korczaka. Ta legenda to próba
MIĘDZYSZKOLNY KONKURS RECYTATORSKI pt. Strofy o Łodzi. 14 kwietnia 2011 r. MIĘDZYSZKOLNY KONKURS RECYTATORSKI pt. Strofy o Łodzi Szkoła Podstawowa nr. 29, im. Jana Kochanowskiego Łódź Uczestnictwo w charakterze jurora w międzyszkolnym konkursie Łódź – nasza mała ojczyzna.
. Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. (więcej…)
Niedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy na kolejnych slajdach archiwum Dziennika Łódzkiego/archiwum Muzeum Miasta ŁodziNiedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy. Jedna z nich mówi o Januszu. Czy to on został pierwszym mieszkańcem Łodzi? Miał to być chłop, który mieszkał w okolicach grodu łęczyckiego. Od dziecka był jednak krnąbrny. Nie okazywał posłuszeństwa rycerstwu, panom, duchownym. Być może to spowodowało, że opuścił rodzinną wieś. Ruszył w górę rzeki Bzury. Część drogi pokonał łódką, część pieszo. Z czasem dotarł do rzeki zwanej Starą Strugą, czyli do dzisiejszej Łódki. Wokół była ogromna puszcza. Z trudem, odpychając się wiosłem od płytkiego dna dopłynął w okolice dzisiejszego Rynku Staromiejskiego. Tam musiał zakończyć podróż łódką. W płytkiej wodzie było pełno kamieni. Nie mógł już płynąć dalej. Jak głosi legenda, wyciągnął na brzeg łódkę, wszedł na pobliski pagórek i zaczął przygotowywać się do noclegu. Ale rozpoczęła się ulewa, zaczęło grzmieć. Janusz wyciął kilka drzew, na nich oparł swoją łódkę i pod nią znalazł schronienie. Zmęczony podróżą usnął. Gdy się rano obudził usłyszał dziwne Tu się zadomowisz. Tu oporządzisz. Będzie nam z sobą dobrze. Żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu - przemówiła do niego puszcza. - Pracę ci, choć mozolną, dam. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi . I Janusz został w tym miejscu. Początkowo dom stanowiła odwrócona łódka. Z czasem zbudował sobie chatę, założył rodzinę. Jego żoną została dziewczyna ze wsi Widzew. Urodziły się im dzieci. Miejsce, w który osiadł zaczęto nazywać Lodzią, a potem stała się Łodzią. Tę legendę opisali w książce „Łódź w baśni i legendzie” Anna Kotecka i Tomasz Walczak. Podali też inną opowieści, jak choć tę związaną z powstaniem ul. Piotrkowskiej. W Łęczycy, w pracowni geometry Leśniewskiego przygotowywano plany i mapy osad fabrycznych, nowych miast. Jego uczniem był niejaki Leszczyński, młodszy geometra. Pracy mieli bardzo dużo. W samej Łodzi musieli opracować plany kilku osad fabrycznych. Geometra Leszczyński był przystojnym mężczyzną i spodobał się córce łódzkiego aptekarza. Dziewczyna wiedziała, że interesuje się folklorem, lubił chodzić na wiejskie zabawy. Ona też tam się pojawiała przebrana za dziewczynę ze wsi lub prządkę. Leszczyński był zachwycony tajemniczą dziewczyną. Pomyślał więc, że jej portret pojawi się w planie szkicowanej właśnie osady. Głową dziewczyny był Nowy Rynek, czyli pl. Wolności. Jej długie, ciemne warkocze stanowiły obecne ul. Pomorska i Legionów. Szyją był fragment ul. Piotrkowskiej do ul. Narutowicza. Dzisiejsza ul. Narutowicza i Zielona to zapracowane dłonie łódzkiej prządki. Jej serce to pałac Heinzlów, czyli budynek w którym mieści się teraz Urząd Miasta. Nogi dziewczyny to ul. Rzgowska i Pabianicka. Inna z legend mówi, że do Łodzi przyjechał z Łęczycy kuzyn diabła Boruty. Nazywał się Węsad, był zły i pazerny. Podobno do Łodzi wysłał go jego słynny kuzyn Boruta. Stwierdził, że Węsad będzie miał tam wiele zajęć i przyjemności. Do Łodzi przyjeżdża dużo ludzi, by zdobyć pracę. I diabeł może popsuć im humor. Boruta kazał Węsadowi siać nieszczęście wśród robotników. Poza tym Węsad był bardzo ciekaw, jak wygląda praca w łódzkiej przyjechał do Łodzi, to poczuł się tu bardzo dobrze. Pomyślał, że trafił do gorszego piekła niż jego Biedne domy, zaśmiecone ulice, czarny dym unoszący się nad miastem.... - zachwycił się diabeł Węsad. Jak czytamy w książce „Łódź w baśni i legendzie”, Węsad podszedł do fabryki Karola Scheiblera. Powiedział, że po okazyjnej cenie może mu sprzedać cudowne maszyny, które napędzała para. Parowe maszyny zamontowano w fabryce łódzkiego króla bawełny. Tak jak radził mu kuzyn Boruta, zaczął siać nieszczęście wśród robotników. Ci uznali bowiem, że te maszyny zamontowano specjalnie, tak by ich wyrzucić na Przez te maszyny i czorta, który je tu sprowadził nasze dzieci będą głodować! - krzyczeli robotnicy. CZYTAJ INNE ARTYKUŁYKrzysztof Rutkowski śpi z rewolwerem i różańcem przy łóżku. Zobacz, jak mieszka! Ślub Malwiny Smarzek. Zobaczcie zdjęcia z uroczystości!Najniebezpieczniejsze miasta i powiatyWyjątkowo ciepły grudzień a jaka będzie zima? Kobiety poszukiwane przez policję. Zobacz zdjęciaNajpiękniejsze pary na Pol'and'Rock Festivalu [GALERIA]Legenda głosi, że któregoś dnia podeszli do maszyny parowej. By czuć się pewniej, mieli ze sobą święte obrazy i sztandary z kościoła. W środku zobaczyli małą, czarną postać, która na ich widok zaczęła chichotać. Robotnicy rzucili się na diabła. Przy okazji zaczęli niszczyć wszystko, co znajdowało się w fabrycznej hali. Ich największym wrogiem był jednak „parowy potwór”. Zaczęli rozkręcać maszynę. Ale rozległ się wybuchł, maszyna zaczęła zionąć w kierunku robotników parą. Ich protest na nic się zdał. Scheibler nie zerwał „paktu z diabłem”. A Węsad szybko zaskarbił sobie kolejnych fabrykantów z Łodzi, u których pojawili się kolejne maszyny parowe. Nieżyjący już łódzki przewodnik Bogusław Zawadzki opowiadał historię o tajemniczym kamieniu z Widzewa. Podobno mieszkańcy tej dzielnicy przekazywali sobie ją z pokolenia na pokolenie. Ta legenda jest związana z widzewską parafią św. Kazimierza oraz fabrykantem Oskarem Konem, jednym z właścicieli Widzewskiej Manufaktury. Widzew rozwijał się przemysłowo. Powstawały nowe fabryki jak wspomniana Wi-Ma i „Ariadna”. Mieszkało tu też coraz więcej ludzi. Brakowało tylko kościoła. Juliusz Kunitzer, twórca Widzewskiej Manufaktury, człowiek który przyczynił się rozwoju Widzewa, nie był lubiany przez robotników. Traktował ich surowo i płacił najniższe stawki. Ale to właśnie on zaczął myśleć o tym, by zaspokoić potrzeby duchowe robotników i wybudować dla nich Pod koniec XIX wieku sporządzono projekt budowy kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - opowiadał nam przed laty Bogumił Zawadzki. - Jego projekt sporządził architekt Stefan Lemeńe, ten sam który projektował kościół św. Katarzyny w Zgierzu. Nigdy go nie 1900 r. Juliusz Kunitzer kupił pawilon z wystawy przemysłowej, która miała miejsce w parku im. Staszica. Mający 86 metrów długości, 17 metrów szerokości i 8 metrów wysokości drewniany budynek przeniesiono na plac na WidzewiePolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, ze był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzia (łac. Lodza, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi... źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Szarą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swoją łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo - jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść - miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą... Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jak była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwyrężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową i spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda - zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy... Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: - Tu się zadomowisz, tu oporządzisz, będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu... pracę ci, choć mozolną, dam - mówiła puszcza - Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi... Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku "pod łódką". Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia... Jeszcze później związał się z jakowąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa... Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza... *** inęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej - jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu, nabrawszy wody, w miejscu stanęła - nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią... Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie - Łódką... według Zdzisława Konickiego Łódź w baśni i legendzie.
LEGENDY - Historia wędrującego Janusza 21 października 2016 r. rodzice z gr. „Pszczółki”: mama Marysi G. - p. Dominika, mama Amelki p. Dorotka i tata Stasia p. Michał przygotowali dla przedszkolaków legendę o powstaniu Łodzi. Historia wędrującego Janusza, który nie rozstawał się ze swoją łodzią, pozwoliła dzieciom zrozumieć, skąd wzięła się nazwa naszego miasta. Dzieci poznały również herb Łodzi. Serdecznie dziękujemy Rodzicom za ogromne zaangażowanie i wspaniałą grę aktorską. Autor: Przedszkole Sióstr Honoratek
LEGENDY - „Legenda o krakowskim hejnale” „Jeszcze świt nie rozjaśnił nieba, gdy stary trębacz z wieży Mariackiej, schodek po schodku, zaczął wspinać się na swą Hejnalicę…” takimi słowami rozpoczęła się w piątek 3 marca 2017 inscenizacja legendy „O krakowskim hejnale” w wykonaniu Rodziców dzieci z grupy „Biedronki”. Rodzice przybliżyli przedszkolakom historię dzielnego Hejnalisty, który uratował Kraków przed atakiem Tatarów. W inscenizacji udział wzięli: p. Michał i p. Agnieszka – Rodzice Karola i Dominika, p. Dorota- mama Olka, p. Patrycja- mama Esterki, p. Anna i p. Tomasz- Rodzice Lenki S., p. Marlena i p. Marta oraz Esterka i Lenka S. Serdecznie dziękujemy wspaniałym aktorom za poświęcony czas, świetną grę aktorską, poczucie humoru oraz za zaangażowanie w wychowanie patriotyczne najmłodszych. LEGENDY - "O Lechu, Czechu i Rusie" 25 listopada 2016r. przedszkolaki obejrzały legendę o trzech braciach Lechu, Czechu i Rusie, która opowiada o początkach państwa polskiego, o pochodzeniu naszych barw narodowych, godła oraz pierwszej stolicy naszej Ojczyzny. Historię tę przygotowali i wystawili rodzice dzieci z gr. IV „Motylki”: p. Michał - tata Marty M., p. Karol - tata Agnieszki D. oraz p. Marta i p. Paweł - rodzice Jasia D. Serdecznie dziękujemy wspaniałym aktorom za poświęcony czas, świetną grę aktorską oraz za zaangażowanie w kształtowanie u dzieci poczucia przynależności i tożsamości narodowej. LEGENDY - Historia wędrującego Janusza 21 października 2016 r. rodzice z gr. „Pszczółki”: mama Marysi G. - p. Dominika, mama Amelki p. Dorotka i tata Stasia p. Michał przygotowali dla przedszkolaków legendę o powstaniu Łodzi. Historia wędrującego Janusza, który nie rozstawał się ze swoją łodzią, pozwoliła dzieciom zrozumieć, skąd wzięła się nazwa naszego miasta. Dzieci poznały również herb Łodzi. Serdecznie dziękujemy Rodzicom za ogromne zaangażowanie i wspaniałą grę aktorską. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Dobre rady Dnia 09 maja 2016r. rodzice z gr. ,,Pszczółki’’ pod kierunkiem p. Grażyny przedstawili dzieciom inscenizacje z ulubionymi bohaterami Kubusiem Puchatek i jego przyjaciółmi. W malowniczej scenerii Kubuś Puchatek nauczył dzieci, że trzeba mówić to co się czuje, bo to pomaga funkcjonować w otaczającym społeczeństwie. Na zakończenie rodzice obdarowali dzieci pysznymi herbatnikami z miodem. Serdecznie dziękujemy rodzicom za wielkie zaangażowanie. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Zawsze warto mówić prawdę Rodzice Agnieszki - pani Katarzyna i pan Karol, Tobiasza - pani Beata i pan Rafał oraz Marty - pani Agnieszka i pan Michał z grupy „Motylki” zaprosili przedszkolaków na kolejną Puchatkową lekcję. Tym razem dzieci przeżywając przygodę Maleństwa mogły się nauczyć, że warto zawsze mówić prawdę. Po tak ciekawym i pouczającym spotkaniu czekała na dzieci jeszcze jedna słodka niespodzianka z Kubusiowego „co nieco”. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Lepiej dawać niż dostawać W piątkowe przedpołudnie 4 grudnia 2015 w Mikołajkowym prezencie dla wszystkich przedszkolaków rodzice dzieci z grupy Biedronki przygotowali kolejną inscenizację z Puchatkowych przygód. Na scenie różne postaci ze Stumilowego Lasu ukazywały piękno bezinteresownego obdarowywania innych podarkami. Kubuś Puchatek nauczył dzieci, że znacznie przyjemniej jest dawać innym coś od siebie niż dostawać. Na zakończenie rodzice zadali małym milusińskim kilka zagadek oraz ofiarowali małe co nieco jako niespodziankę. Dzieci natomiast odwdzięczyły się pięknie zaśpiewaną piosenką o Kubusiu Puchatku. Warto zapamiętać tę misiową mądrą radę szczególnie w okresie nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Każdy jest wyjątkowy „Rudy, skoczny, ogoniasty, gruby, chudy czy pasiasty jesteś piękny – co tu kryć. Najważniejsze sobą być!” O tym, że każdy jest wyjątkowy przedszkolaki przekonały się podczas kolejnego spotkania z Kubusiem Puchatkiem i jego przyjaciółmi. W czwartek, 5 listopada 2015 Rodzice dzieci z grupy IV „Motylki”: p. Katarzyna – mama Michalinki, p. Ewa – mama Filipa, p. Jarosław – tata Julii i Kuby wystąpili w przedstawieniu pt. „Każdy jest wyjątkowy”. Dzieci z wielkim zaangażowaniem i radością uczestniczyły w tym interaktywnym przedstawieniu, pomagając Tygryskowi zaakceptować swój wygląd. Szczęśliwy Tygrysek z Puchatkiem i Kłapouchym zaprosili dzieci na owocowe co nieco – pyszne jabłuszka z kolorową naklejką. „Pamiętajcie! Każdy jest wyjątkowy – tygrysy to wiedzą najlepiej!” PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Wyjątkowe słowo Początek przygód z Kubusiem Puchatkiem. W czwartek, 22 października 2015, rodzice dzieci z grupy „Wiewiórek” zaprosili przedszkolaki na przedstawienie pt. „Wyjątkowe słowo”, którego bohaterami byli znani wszystkim mieszkańcy Stumilowego Lasu. Spotkanie zapoczątkowało cykl inscenizacji w ramach projektu „Rodzice – dzieciom”, czyli „Przygody z Kubusiem Puchatkiem”. W pierwszym przedstawieniu Kubuś Puchatek wraz ze swoimi przyjaciółmi uświadomili dzieciom, jak ważne jest używanie takich słów, jak: „proszę” czy „dziękuję”.
legenda o łodzi janusza