To cię zainteresuje: na raka trzustki zmarł syn Zofii Merle. U 90 proc. ludzi, u których diagnozuję się raka trzustki, nastąpiły już rozległe przerzuty na inne organy jamy brzusznej. W związku z tym leczenie radykalne, jak np. chemioterapia stosowana jest tylko u ok. 20 proc. pacjentów, których stan pozwolił na wykonanie zabiegu
Nowotwory układu pokarmowego występują zarówno u mężczyzn, jak u kobiet. Są najczęstszym rodzajem raka wśród mężczyzn i drugim co do częstości u kobiet (po raku piersi). Najczęstszym rodzajem raka przewodu pokarmowego jest rak jelita grubego, a najgroźniejszym – rak trzustki. Jedynie 15-20 % chorych na raka trzustki
Z kolei podstawą leczenia raka trzustki jest obecnie chirurgia a w wypadku raka zaawansowanego - chemioterapia. Niestety rak trzustki ma bardzo zbite podścielisko, zbudowane głównie z komórek tkanki łącznej - fibroblastów, które utrudnia dotarcie leków do samych komórek rakowych. To przekłada się na słabą skuteczność leczenia.
Nowotwory w Szwecji, Niemczech i we Włoszech. Publikujemy onkologiczny raport "Jakość – dane – rejestry", który powstał na zlecenie Fundacji Onkologia 2025, opisuje sytuację opieki onkologicznej w Szwecji, Niemczech oraz we Włoszech. - Choć rozwój tej dziedziny w omawianych państwach znajduje się na zupełnie innym etapie
Nowotwory układu pokarmowego. Ten rodzaj nowotworów obejmuje raka przełyku, żołądka, jelita, trzustki, dróg żółciowych oraz raka pęcherzyka żółciowego. Medyczna marihuana łagodzi objawy związane z leczeniem pacjentów i zmniejsza stan zapalny, który może być jednym z czynników powstawania nowotworów m.in. raka jelita grubego.
Opracowano nową metodę leczenia rak. Na czym polega? - Dzień Dobry TVN. Naukowcy opracowali nowy sposób walki z rakiem. "To odkrycie otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości". Leczenie choroby nowotworowej to ogromne obciążenie dla organizmu, a stosowana w wielu przypadkach radio- lub chemioterapia wywołuje u pacjentów szereg
. Zgony na raka w Europie: Statystyki przerażają. Rocznie w Europie na raka umiera 1,3 mln osób, w tym 6 tys. dzieci. Szacuje się, że 40 proc. przypadków raka w UE można zapobiec. PE chce zdecydowanych działań UE ws. walki z rakiem, w tym wyrównania dostępu mieszkańców do leczenia – informuje „Deutsche Welle”. W środę 16 lutego Parlament Europejski rekomendacje opracowane przez parlamentarną Komisję Specjalną ds. Walki z Rakiem (BECA). Dotyczy ona działania, jakie UE musi podjąć w walce z chorobą. Zdaniem europosłów nie może być tak, że w jednym państwie Unii rak jest leczony, a w innym oznacza wyrok śmierci. Wezwali oni Komisję Europejską do uwzględnienia ich stanowiska. Komisja Europejska na realizowanie Europejskiego planu walki z rakiem przeznaczyła 4 mld euro. >>>Poznaj sygnały ostrzegawcze raka trzustki Leczenie zależne od miejsca zamieszkania Główne zalecenie BECA dotyczy zapewnienia pacjentom równego dostępu do leczenia i badań klinicznych niezależnie od tego z jakiego kraju członkowskiego pochodzą. Jak wynika z danych PE, dzisiaj różnice w przeżywalności w przypadku nowotworów w poszczególnych państwach członkowskich przekraczają nawet 25 proc. W zależności od adresu zamieszkania obywatele mają różny dostęp do profilaktyki, terminowych i przystępnych cenowo terapii czy jakościowej opieki. Europosłowie walczą o stworzenie ogólnounijnego rejestru nierówności w przeciwdziałaniu nowotworom, który umożliwi przegląd sytuacji w poszczególnych krajach członkowskich. PE chce także rozszerzenia stosowania wspólnych zamówień publicznych, aby Unia mogła wspólnie dokonywać zakupu nowoczesnych leków na raka, na tej samej zasadzie, na jakiej kupowane były szczepionki na COVID-19. Ułatwi to pacjentom dostęp do leków, także tych najnowocześniejszych oraz wyeliminuje niedobory w poszczególnych państwach czy regionach UE. Politycy podkreślają też potrzebę pomocy osobom, które przeszły raka (12 mln osób w UE). Europosłowie chcą zagwarantować im „prawa do bycia zapomnianym”. Pacjenci onkologiczni i „ozdrowieńcy” mają często problem ze znalezieniem pracy, a także kłopoty z uzyskaniem ubezpieczenia na życie, przez co nie mogą np. wziąć pożyczki. Pandemia pogorszyła problem. Oszacowano, że w Europie podczas pandemii nie wykonano 100 mln badań przesiewowych i nie zdiagnozowano 1 mln zachorowań na raka. Jeden na pięciu pacjentów onkologicznych nie został poddany na czas potrzebnym zabiegom chirurgicznym lub chemioterapii. Źródło: Czytaj wszystkie nasze najnowsze wiadomości w Google News
Obecnie standardem w leczeniu raka jajnika jest zabieg chirurgiczny. Jednak nie w każdym ośrodku powinno się operować ten nowotwór. Chirurgia raka jajnika to chirurgia na poziomie zaawansowanym, którą powinno się wykonywać tylko w doświadczonych ośrodkach, oferujących kompleksowe leczenie – zaznacza prof. Paweł Knapp z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. O KIM MOWAFot. ArchiwumProf. dr hab. n. med. Paweł Knapp jest specjalistą w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz onkologii ginekologicznej, kierownikiem Uniwersyteckiego Centrum Onkologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, członkiem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej i Polskiego Towarzystwa Kolposkopii i Patofizjologii Szyjki Macicy oraz członkiem Zarządu Głównego Europejskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej (ESGO). Puls Medycyny: Ile Polek każdego roku dowiaduje się, że ma rak jajnika? Ile z nich umiera z powodu tego nowotworu? Prof. Paweł Knapp: Każdego roku w Polsce raka jajnika rozpoznaje się u ok. 4 tys. kobiet, co wbrew pozorom nie jest małą liczbą. Trochę więcej niż połowa z nich umiera, czego przyczyną jest rozpoznawanie 80-90 proc. przypadków nowotworu w zaawansowanym stadium rozwoju. Jeśli diagnoza jest stawiana, gdy nowotwór jest we wczesnej, niezaawansowanej postaci, to zwykle dzieje się tak przez przypadek, np. podczas operacji wykonywanych z powodów innych niż onkologiczne. W związku z tym nowotwór ten stanowi bardzo duży problem epidemiologiczny w Polsce. Jaka jest przyczyna rozpoznawania większości przypadków raka jajnika w zaawansowanym stadium rozwoju? Rak jajnika to nowotwór bardzo podstępny. Nie daje objawów prodromalnych, tzn. we wstępnej fazie rozwoju nie występują żadne specyficzne objawy kliniczne wskazujące na problemy z jajnikami. Pojawiają się symptomy, których kobieta nie skojarzyłaby z tym narządem. Są to głównie dolegliwości ze strony układu pokarmowego: zaburzenia gastryczne, odbijanie, pobolewania brzucha. Wówczas, zgodnie z wytycznymi, pacjentka w pierwszej kolejności jest diagnozowana i leczona w kierunku tych zaburzeń. Dopiero później dołączają inne dolegliwości, które są manifestacją pełnoobjawowej choroby, takie jak bóle brzucha, powiększający się obwód brzucha, wodobrzusze. Problemem jest także dynamika rozwoju raka jajnika. Organizm ludzki jest zbudowany z trzech małych listków „założycielskich” – listków embriologicznych: ektodermy, endodermy i mezodermy. Endoderma buduje większość narządów wewnętrznych, jednak jajnik jest zbudowany ze wszystkich trzech listków zarodkowych. Stąd dynamika wzrostu nowotworu w jajniku jest bardzo gwałtowna. Warto dodać, że obecnie dominuje teoria, zgodnie z którą rozwój nowotworu wcale nie zaczyna się w torebce jajnika, tylko jest on niejako przeniesiony ze strzępków jajowodów. Wszystkie powyższe czynniki wskazują na to, że pacjentka z rakiem jajnika jest niediagnostyczna. Często słyszę od chorych, że pół roku przed postawieniem diagnozy były u ginekologa i wszystko było w porządku, a teraz mają guza wielkości np. 10 cm. Guz ten klinicznie, w badaniach obrazowych i biochemicznych prawdopodobnie jest nowotworem, bo oczywiście ostateczne rozpoznanie można postawić tylko na podstawie wyników badania histopatologicznego. Czy istnieją metody profilaktyki pierwotnej lub wtórnej raka jajnika? Nie ma testu przesiewowego, który w populacji pozornie zdrowej wskazywałby osoby chore, u których rak jajnika już istnieje, lub kobiety we wczesnej fazie rozwoju choroby, czy osoby, u których rak jajnika jest w stadium przednowotworowym, tak jak ma to miejsce w przypadku raka piersi czy raka szyjki macicy. Czy w związku z powyższym można podjąć jakiekolwiek działania, aby zwiększyć odsetek raków jajnika rozpoznawanych we wczesnej fazie rozwoju? Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że rak jajnika to obecnie choroba, która coraz częściej, choć nie we wszystkich przypadkach, zaczyna mieć udokumentowane podłoże genetyczne. Dlatego niezmiernie istotny jest wywiad zebrany np. przez lekarza rodzinnego, bo to właśnie on ma najbliższy kontakt z pacjentką. Wystarczy zadać jedno pytanie: „Czy w Pani rodzinie występowały nowotwory, takie jak: rak piersi, rak jajnika, rak jelita grubego, rak trzustki”, ponieważ są nowotwory BRCA-zależne. Mutacja w genie BRCA1 czy BRCA2 może skutkować i często skutkuje rozwojem nowotworu pochodzenia genetycznego. Apeluję do pań, aby raz w roku udały się na badanie do ginekologa, aby mieć gwarancję, że nie rozwija się choroba, tak jak regularnie wykonuje się obowiązkowo przegląd samochodu, aby mieć gwarancję, że można nim bezpiecznie jeździć. Większość pacjentek z rakiem jajnika, które leczymy w Uniwersyteckim Centrum Onkologii w Białymstoku, to chore, które nie zgłaszały się do ginekologa. Jest też odsetek kobiet z rakiem jajnika, które wykonywały badanie ginekologiczne, a ich wynik nie wykazał niepokojących zmian, w związku z tym nie wracały regularnie do lekarza, choć oczywiście w takich przypadkach nie można też wykluczyć błędów diagnostycznych. Tymczasem pacjentka powinna zachować czujność onkologiczną i zgłaszać się systematycznie do ginekologa. Na przykład, jeśli pacjentka ma torbiel wielkości 5 cm, można zastosować leczenie zachowawcze, ale wówczas bezwzględnie musi się ona zgłosić do ginekologa na kontrolę za 3 lub 6 miesięcy - w zależności od charakteru obserwowanej zmiany. Co jest standardem w leczeniu raka jajnika? Obecnie standardem w leczeniu raka jajnika jest zabieg operacyjny. Należy jednak podkreślić, że nie w każdym ośrodku powinno się operować ten nowotwór, ponieważ nie wszystkie ośrodki spełniają podstawowy wymóg, jakim jest nowoczesna chirurgia. Jak już wspominałem, większość przypadków raka jajnika rozpoznaje się w zaawansowanym stadium rozwoju, co oznacza że nowotwór przekroczył granicę torebki jajnika i nacieka sąsiednie narządy oraz daje przyrzuty odległe. Rak jajnika to jeden z nielicznych, żeby nie powiedzieć, że jedyny nowotwór, który rozsiewa się w jamie brzusznej przez tzw. wszczepy. Oznacza to, że komórki nowotworowe są „wysłane” z powierzchni torebki jajnika do narządów jamy brzusznej. Płyn, który się znajduje w jamie brzusznej, transportuje te komórki w sposób bardzo charakterystyczny, zgodnie ze ruchem wskazówek zegara. Dlatego nowotwór „kolonizuje” wiele narządów, torebkę wątroby, kopułę przepony, miednicę mniejszą. Możliwe są także inne drogi szerzenia się choroby: drogą limfatyczną i krwiopochodną. Rak jajnika nie jest więc chorobą ograniczoną do jednego narządu. To choroba wielonarządowa, ogólnoustrojowa. W związku z tym w przypadku raka jajnika jakość i rozległość zabiegu chirurgicznego ma podstawowe znaczenie. Lekarz ginekolog-onkolog musi biegle poruszać się po całej jamie brzusznej, tzn. musi umieć prawidłowo usunąć nie tylko narządy płciowe, lecz także wykonać resekcję jelit, kopuły przepony, śledziony, końcowego fragmentu ogona trzustki. Jest to więc chirurgia na poziomie bardzo zaawansowanym. Nie we wszystkich ośrodkach operuje się w tak radykalny sposób, a wiele badań klinicznych jednoznacznie wykazało, że resekcja zmian nowotworowych bez pozostawienia resztek choroby (R0) znamiennie wydłuża przede wszystkim krzywą czasu wolnego od choroby. U pacjentek z rakiem jajnika w zaawansowanym stadium rozwoju po leczeniu operacyjnym stosuje się skojarzoną chemioterapię, opartą na pochodnych platyny i taksoidu. Jest to złoty standard w pierwszej linii leczenia raka jajnika. Od maja 2022 r. obowiązuje nowy kształt programu lekowego który pozwala zastosować immunoterapię u pacjentek z zaawansowanym rakiem jajnika, jajowodu i otrzewnej. Ośrodek, który zapewnia kompleksową opiekę nad pacjentką z rakiem jajnika musi więc dysponować doświadczonymi chirurgami i mieć dostęp do wszystkich opcji terapeutycznych. Jakie jeszcze wymagania musi spełnić? Poza chirurgią na bardzo wysokim poziomie, ultraradykalną chirurgią, i odpowiednią ilością wykonywanych zabiegów operacyjnych rocznie, ośrodek taki musi mieć także możliwość wykonywania badań genetycznych. Obecnie nowoczesne terapie onkologiczne oparte są o znajomość profilu genetycznego nowotworu. Badania genetyczne stanowią próbę spersonalizowania terapii onkologicznej u chorej na zaawansowanego raka jajnika. Będą także określały ryzyko wystąpienia nowotworu u krewnych w linii prostej: córki, wnuczki. Taki ośrodek powinien także uczestniczyć w badaniach klinicznych. Czasem musimy podjąć dramatyczną decyzję, czy u pacjentki warto kontynuować daną terapię, gdyż powoduje ona szereg działań niepożądanych. Wtedy istnieje możliwość zmiany leczenia, ale już nie w ramach programu lekowego, lecz badań klinicznych. Pacjentka jest poddawana nie tylko nowoczesnej diagnostyce, ale przede otrzymuje możliwość innowacyjnego leczenia. To często stwarza szansę na dalszą kontynuację leczenia onkologicznego. W placówce zapewniającej kompleksową opiekę nad pacjentką z rakiem jajnika musi pracować również odpowiednia kadra medyczna. Przede wszystkim są to onkolodzy oraz ginekolodzy-położnicy ze specjalizacją w dziedzinie ginekologii onkologicznej, onkolog kliniczny. Przed rozpoczęciem operacji odbywają kolegia onkologiczne, w którym uczestniczy również lekarz radiolog, często histopatolog. Jest wiele dedykowanych osób, które zajmują się pacjentką. Dobro pacjenta stanowi wartość nadrzędną. Takie warunki spełnia Uniwersyteckie Centrum Onkologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Białymstoku. To pierwszy ośrodek w Polsce i jeden z kilku w naszym kraju, który otrzymał certyfikat Europejskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej (ESGO) i stał się akredytowanym ośrodkiem leczenia zaawansowanego raka jajnika (Certified Centre in Advanced Ovarian Cancer Surgery). Co to dokładnie oznacza? Onkologia Ekspercki newsletter z najważniejszymi informacjami dotyczącymi leczenia pacjentów onkologicznych ZAPISZ MNIE Certyfikat ten oznacza, że wszelkie procedury medyczne wykonywane w naszym ośrodku są na takim samym wysokim poziomie, jak w ośrodkach w Niemczech, Anglii, we Francji czy Włoszech, że pacjentka z Londynu może przyjechać do Rzymu, Hamburga czy Białegostoku, bo w każdej ze znajdujących się tam klinik ginekologii onkologicznej jakość diagnostyki i leczenia będzie taka sama, że terapia obejmie przede wszystkim radykalne procedury chirurgiczne uzupełnione leczeniem systemowym Akredytacja oznacza także, że chirurdzy z naszego Centrum biorą udział w ustawicznych szkoleniach. To bardzo ważne, gdyż w mojej ocenie chirurg, któremu wydaje się, że już wszystko umie zoperować, prawdopodobnie powinien się wycofać z zawodu. Kryteria, jakie trzeba spełnić, aby otrzymać taki certyfikat, są wymagające, ale ich spełnienie bezwzględnie świadczy o jakości ośrodka. Placówek oferujących kompleksową opiekę nad pacjentkami z rakiem jajnika jest w Polsce niewiele. Problemem jest także duże niedoszacowanie procedur w ginekologii onkologicznej. Podczas operacji pacjentki z rakiem jajnika chirurg często musi usunąć narząd rodny, zajętą otrzewną, wykonać resekcję jelita, śledziony ogona trzustki, segmentu wątroby i limfadenektomię. Taki zabieg trwa 9-10 godzin. Tymczasem rozliczenie tak kompleksowego zabiegu operacyjnego jest nieadekwatne do wykonanej pracy, czasu jej trwania, oraz dalszego leczenie pooperacyjnego. Ginekolodzy-onkolodzy, operując chorą z rakiem jajnika, wykonują taką samą, żeby nie powiedzieć, że czasem większą pracę niż chirurdzy onkolodzy, którzy mają lepiej wycenione procedury operacyjne. Obecnie pracujemy z Polskim Towarzystwem Ginekologii Onkologicznej nad propozycją zmiany koszyka świadczeń, ale nie jest to proste zadanie, szczególnie w sytuacji, w której chcielibyśmy wskazać kompleksowe ośrodki leczące zaawansowanego raka jajnika. Wysoka jakość świadczeń, związana z wprowadzeniem nowego modelu opieki nad pacjentkami z rakiem jajnika, musi sporo kosztować. Wymaga to zwiększenia nakładów na ginekologię onkologiczną w Polsce... Wydaje się, że tak, nie tylko dlatego, że onkologia na całym świecie po prostu kosztuje. Jak już wspomniałem rak jajnika to choroba dotycząca wielu narządów, której leczenie wymaga przede wszystkim doświadczonego chirurga. Poza tym rak jajnika to schorzenie, które ma jedynie wspólną nazwę - gdy na sali szpitalnej leżą trzy kobiety z rakiem jajnika, tak naprawdę każda z nich ma inną chorobę. U każdej z tych pacjentek nowotwór ma inny przebieg, dynamikę, agresję, co często wymaga modyfikacji schematu leczenia operacyjnego, a później systemowego. Dlatego należy dążyć do tego, aby pacjentki z rakiem jajnika miały wykonane badanie genetyczne, aby biologię tej choroby traktować indywidualnie i starać się zastosować spersonalizowaną terapię, co wciąż nie jest do końca możliwe. Obecnie, wydaje się, że spersonalizowało się tylko leczenie operacyjne, a konieczna jest także personalizacja leczenia systemowego ogólnoustrojowego. W jaki sposób mierzona jest jakość opieki w raku jajnika? Europejskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej opracowało mierniki jakości w ginekologii onkologicznej. Ich spełnienie i otrzymanie odpowiedniej ilości punktów było podstawowym warunkiem otrzymania Certified Centre in Advanced Ovarian Cancer Surgery. W Polsce mierniki jakości dla raka jajnika wciąż nie zostały opracowane. Mierniki jakości stanowią absolutne clou, które jednoznacznie definiują ośrodek. Umożliwiają one obiektywną jego ocenę – albo spełnia on odpowiednie kryteria i jest bardzo dobry, albo nie i w związku z tym nie powinno się w nim wykonywać operacji zaawansowanego raka jajnika. Jest szereg czynników, które definiują ośrodek w sposób wymierny. Przykładami mierników w raku jajnika są ilość wykonywanych zabiegów operacyjnych zaawansowanego raka jajnika w ciągu roku, ilość zabiegów operacyjnych, które wykonuje jeden chirurg ginekolog onkolog, ilość wykonywanych operacji ultraradykalnych, ilość operacji wykonywanych na jelitach czy ilość hospitalizacji. Ten ostatni miernik jest niezwykle istotny, świadczący nie tylko o jakości chirurgii, lecz także dostępności między innymi do programów lekowych. Należy jeszcze raz podkreślić, że w onkologii, ginekologii onkologicznej kluczowa jest kompleksowość leczenia. W jaki sposób utworzenie rejestrów dla nowotworów ginekologicznych przyczyniłoby się do poprawy jakości ich leczenia? Rejestry mają kluczowe znaczenie, dlatego że informacja dotycząca jakiegokolwiek leczenia zawsze musi iść za pacjentem. Chore na nowotwory w Polsce leczą się w różnych ośrodkach. Z różnych względów, np. zawodowych, pacjentki zmieniają miejsce zamieszkania, wybierają inny ośrodek celem kontynuacji leczenia. Tymczasem cała historia medyczna pacjenta powinna być dostępna w wersji elektronicznej i każdy lekarz, także ginekolog onkolog, powinien mieć do niej dostęp. Załóżmy, że do ośrodka zgłasza się pacjentka, która np. zapomniała powiedzieć, że 20 lat temu była leczona z powodu chłoniaka, a taka informacja jest kluczowo ważna dla lekarzy onkologów, gdyż ma wpływ na przebieg terapii i ostatecznie może przyczynić się do zmiany schematu terapeutycznego, a w konsekwencji do poprawy jakości leczenia. Każda informacja, którą lekarz uzyskuje natychmiast, jest informacją drogocenną. Poza tym, jeśli dane medyczne, oczywiście odpowiednio zabezpieczone, będą dostępne szerszemu gronu lekarzy specjalistów, podejmowane są zwykle większe starania, aby były ona przedstawiona w bardziej syntetyczny sposób, żeby lekarz uzyskał jak najwięcej wiadomości z karty pacjenta szczególnie onkologicznego, gdzie różnorodne terapie często trwają wiele miesięcy. W Polsce są dostępne rejestry medyczne. Mamy gotowe bazy danych pacjentów, dlatego taki system mógłby i powinien funkcjonować w naszym kraju. Obserwowałem to w ośrodkach w USA i tam sprawdzał się on idealnie. W wiosennym naborze na rezydentury na 364 miejsca przygotowane w dziedzinach onkologicznych przyjęto zaledwie 31 lekarzy. Czy grozi nam, że w przyszłości nie będzie miał kto leczyć pacjentów chorych na nowotwory, także pacjentek z rakiem jajnika? Myślę, że nie dojdzie do takiej sytuacji, mimo że ścieżka edukacyjna prowadząca do uzyskania tytułu specjalisty w dziedzinie ginekologii onkologicznej jest długa i trudna. Najpierw należy odbyć 5-letnią specjalizację z ginekologii i położnictwa. Dopiero potem można odbyć rezydenturę z ginekologii onkologicznej – to kolejne dwa lata naprawdę bardzo intensywnej i trudnej nauki. W tym czasie trzeba wykształcić chirurgów, którzy będą potrafili poprawnie wykonać radyklane zabiegi w ginekologii onkologicznej i będą rozumieli ich zasadność. Warto zwrócić uwagę, że operacje raka jajnika, poza tym, że trwają wiele godzin, często są obarczone matematycznym ryzykiem powikłań. Oznacza, że nawet po operacji ultraradykalnej chirurgii wykonanej przez doświadczonego, bardzo dokładnego chirurga istnieje 20-proc. ryzyko, że pojawiają się powikłania. W naszym Uniwersyteckim Centrum Onkologii jest dużo młodych ludzi, którzy deklarują chęć kształcenia się i pracy w ginekologii onkologicznej i sądzę, że w przyszłości również będą takie osoby, u których medycyna, a w szczególności ginekologia onkologiczna, stanie się pasją i zawodową miłością. PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowotwory ginekologiczne - problemem jest bardzo duże rozproszenie leczenia i brak koordynacji Leczenie raka jajnika - aby nie przynosiło strat, należy poprawić jego wycenę
Przełomowy moment dla polskiej onkologii. Dolnośląskie Centrum Onkologii jako pierwszy szpital w Polsce uzyskało międzynarodową certyfikację iPAAC. Trzyletnie przygotowania usprawniły diagnostykę i zwiększyły skuteczność leczenia onkologicznego pacjentów. DCO otrzymało: Certyfikat ogólny – jako Kompleksowe Centrum Onkologii, dwa Certyfikaty Szczegółowe – dla Centrum Leczenia Raka Jelita Grubego i Trzustki. iPAAC to inicjatywa dotycząca europejskiej Sieci Kompleksowej Opieki Onkologicznej, której podstawowym celem jest rozwinięcie innowacyjnego podejścia do współczesnych wyzwań zwalczania nowotworów. Projekt łączy 44 partnerów (ministerstwa zdrowia, eksperckie jednostki nominowane oraz jednostki współpracujące w dziedzinie zdrowia) z 24 krajów europejskich. Ich działania są koordynowane przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego ze Słowenii, a certyfikacją iPAAC zajmuje się Niemieckie Towarzystwo Onkologiczne. DCO jako pierwszy ośrodek w Polsce podjęło starania o certyfikat iPAAC i przez trzy lata pracowało nad poprawą procedur i jakości leczenia pacjentów. Pierwszy szpital w kraju z certyfikacją iPAAC – Jako pierwszy szpital w Polsce przechodziliśmy tak szczegółowy zewnętrzny audyt, oceniający zarówno wszystkie aspekty proceduralne, jak i wyniki leczenia. Nasz ostatni raport dla iPAAC, opisujący zmiany wprowadzone w szpitalu w ciągu trzyletnich starań o certyfikat, liczył prawie 300 stron – podkreśla lek. Bartosz Kapturkiewicz, specjalista chirurg-onkolog, koordynator leczenia raka jelita grubego w DCO. Najważniejsze zmiany dotyczą rozbudowania konsylium lekarskiego z 3 do 5 lekarzy, rozszerzenia i skrócenia cz
Według źródeł – nawet co drugi pacjent z chorobą nowotworową korzysta z alternatywnych i niekonwencjonalnych metod leczenia raka. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, należą do nich strach przed ciężką chorobą i wyniszczającą terapią, obawa przed śmiercią, wiara w siłę natury, ale również ograniczone środki medycyny konwencjonalnej i luki w niewydolnym systemie opieki zdrowotnej, który nie zawsze spełnia oczekiwania i potrzeby wszystkich pacjentów chorych na raka. Nierzadko to rodzina i bliscy pacjenta onkologicznego są inicjatorami działań paramedycznych i alternatywnych terapii nowotworów. Czy niekonwencjonalne metody leczenia raka są skuteczne i bezpieczne? Współczesne badania dają jasną odpowiedź na ten temat. Medycyna naturalna w onkologii Niekonwencjonalne metody leczenia raka (tzw. medycyna naturalna) obejmują techniki i sposoby nieakceptowane lub tylko w niewielkim stopniu uwzględniane przez medycynę opartą na badaniach naukowych. Pojęcie to obejmuje szerokie spektrum terapii – od homeopatii, przyjmowania wysokich dawek witamin, suplementów diety, ziół, grzybów, po modyfikacje diety na np. ketogenną. Alternatywne metody terapii nowotworów nie zostały poddane weryfikacji badań klinicznych i są proponowane poza nurtem medycyny konwencjonalnej i akademickiej (evidence-based medicine). Wiele metod naturalnego i niekonwencjonalnego leczenia raka ma swoje źródła w wielowiekowej tradycji. Do paramedycznych metod stosowanych w onkologii zalicza się paraleki ziołowe, „cudowne” preparaty zawierające różne mikroelementy, specjalnie opracowane diety, akupunkturę, akupresurę, medycynę ludową (krajową lub orientalną), homeopatię, hipnoterapię i bioenergoterapię. Jakie są niekonwencjonalne metody leczenia raka? Zwracanie się ku metodom naturalnym może być zrozumiałe w przypadku tych chorych, u których zawiodły wszystkie metody konwencjonalne. Pacjenci onkologiczni i ich rodziny poszukują w ten sposób nadziei i pomocy w sytuacjach beznadziejnych. Niekonwencjonalne metody leczenia raka często zastępują leczenie uznane w medycynie, gdy okazuje się ono nieskuteczne. W tych niszach działa wielu znachorów, uzdrowicieli i bioenergoterapeutów, którzy poprzez umiejętne oddziaływanie na chorych i ich rodziny oferują ratunek i pomoc w najtrudniejszych sytuacjach. Szczególnie niebezpieczne są okoliczności, w których stosowane niekonwencjonalne metody leczenia raka całkowicie zastępują postępowanie tradycyjne i uznane przez medycynę. Zdarza się, że przedstawiciele medycyny alternatywnej wkraczają w okresie stosowanego leczenia onkologicznego powodując jego opóźnienie lub wręcz zaniechanie. Dzieje się tak często w przypadku zaawansowanych nowotworów złośliwych, których terapia jest długotrwała i uciążliwa dla chorych. W tym kontekście należy pamiętać, że nawet po zakończeniu leczenia przyczynowego, współczesna medycyna może zaoferować chorym skuteczne metody walki z bólem nowotworowym, leczenie wspomagające i hamujące wyniszczenie nowotworowe, ograniczające skutki i dolegliwości powodowane rozrostem guza nowotworowego, dobór właściwej diety i optymalnej drogi odżywiania, jak i leki psychotropowe, które stwarzają możliwości poprawy jakości życia pacjentów nieuleczalnych. Współczesne leczenie onkologiczne – nawet gdy kończy się niepowodzeniem – powoduje przedłużenie życia pacjenta. Grupa najciężej chorych na raka powinna otrzymać szczególne wsparcie lekarzy oraz specjalistów. Pacjenci onkologiczni nigdy nie powinni być pozostawieni samemu sobie, tak aby nie byli zmuszeni do szukania pomocy i wsparcia u przedstawicieli medycyny niekonwencjonalnej i naturalnej. Czy medycyna naturalna działa na raka? Część pacjentów onkologicznych stosujących leczenie niekonwencjonalne raka może odczuwać pewną poprawę, co wiąże się głównie z efektem placebo. Ludzie mają skłonność do wiary w cuda, a chorzy na raka są może bardziej skłonni do takiej wiary. Zadaniem systemu opieki nad chorymi na raka powinno być właściwe wspieranie pacjentów, ich edukacja oraz właściwe zaopiekowanie – tak, aby nie czuli się oni osamotnieni i zdezorientowani w walce z chorobą nowotworową. W czasopiśmie JAMA Oncology opublikowano wyniki ankiety przeprowadzonej w amerykańskich szpitalach onkologicznych, która zawierała pytania dotyczące stosowania alternatywnych metod leczenia (definiowanych jako leczenie dodatkowe lub zastępujące konwencjonalne metody). 33,3% spośród 3118 chorych potwierdziło stosowanie alternatywnych terapii w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W większości przypadków (35,8%) były to preparaty ziołowe. Popularne było również korzystanie z usług chiropraktyków, osteopatów, masażystów czy akupunktury. Mniej niż 1% badanych deklarowało szukanie wsparcia u uzdrowicieli, energoterapeutów i hipnotyzerów. Z medycyny alternatywnej istotnie częściej korzystały osoby rasy białej, kobiety oraz chorzy poniżej 66. roku życia. Niepokojące jest zatajenie przed prowadzącym lekarzem informacji o stosowaniu dodatkowych terapii przez 29,3% badanych. Większość (57,4%) jako przyczynę podała brak pytania ze strony lekarza, pozostali uznali tę informację za nieistotną. Terapie alternatywne na raka Często pojawiające się tzw. cudowne diety oraz suplementy na raka zwalczające nowotwory mogą przynieść wiele szkód pacjentom, którzy decydują się na ich stosowanie. Jest to związane z niewłaściwym rozumieniem doniesień naukowych oraz bazowaniem na ludzkiej naiwności. Stosowanie diet alternatywnych na raka może prowadzić do pozbawienia organizmu pacjenta niezbędnych składników odżywczych, a jednocześnie inne składniki mogą być podawane w nadmiarze, co również może szkodliwie oddziaływać na organizm. W tym kontekście idealnym rozwiązaniem byłyby indywidualne konsultacje i zalecenia żywieniowe przygotowane dla każdego pacjenta onkologicznego przez specjalistę. Niestety rzeczywistość szpitalna oraz realia dalekie są od takiej modelowej sytuacji. Narodowe Instytuty Zdrowia Stanów Zjednoczonych prowadzą kosztowny program weryfikacji niekonwencjonalnych metod leczenia raka. Nie jest tak, że medycyna uniwersytecka nie interesuje się paramedycyną. Za przykład mogą posłużyć badania neovastatu, który uzyskiwany jest z chrząstki rekina. Preparat ten został przebadany w wielu badaniach klinicznych mających na celu wskazanie jego potencjału oraz profilu bezpieczeństwa. Warto w tym miejscu przytoczyć opinię na temat niekonwencjonalnych metod leczenia raka wybitnego onkologia – prof. Krzysztofa Składowskiego (cytat z książki „Wspólnie pokonajmy raka”): – Istnieje wiele dowodów i przykładów na to, że takie postępowanie jest głupie i szkodliwe. Dlaczego? Konkretny przykład: chłopak, który miał rozpocząć chemioterapię z powodu złośliwego, ale w pełni uleczalnego nowotworu, a w każdym razie z dużymi szansami na wyleczenie, nie mógł zostać jej poddany, ponieważ rodzina zaaplikowała mu zioła, które spowodowały gwałtowną niewydolność wątroby. Dla nas w konsekwencji było oczywiste, że nie możemy podać leków, które chcieliśmy zastosować i które w jego przypadku byłyby najskuteczniejsze, bo całkiem zniszczymy mu wątrobę i zatrujemy go, zamiast osiągnąć efekt leczniczy. Ludzie w dobrej wierze, nie do końca świadomie, ulegają różnym sugestiom. Zioła, które wydają się bezpieczne, podobnie jak mikroelementy, których składu i działań niepożądanych nie znamy, mogą być bardzo szkodliwe. (…) Gdyby istniał cudowny środek leczący raka, to naprawdę nikt by tego przed chorymi nie ukrywał – podkreśla ekspert. Czy medycyna niekonwencjonalna jest bezpieczna? Podczas kongresu Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (ESMO, Monachium 2018r.) przedstawiono dwie prace oceniające świadomość ryzyka działań niepożądanych i interakcji wśród chorych stosujących alternatywne metody leczenia. W pierwszym badaniu, które miało charakter ankietowy, 51% chorych przyznało się do stosowania alternatywnych metod leczenia w ciągu swojego życia, natomiast tylko 15% podczas terapii onkologicznej. Jednocześnie rozpoznanie nowotworu skłoniło blisko połowę badanych (44%) do poszukiwania innych sposobów leczenia poza medycyną konwencjonalną. Głównym powodem tych poszukiwań niekonwencjonalnych metod leczenia raka były chęć stymulacji układu odpornościowego (78%), poprawa samopoczucia (76%), zmniejszenie stresu (53%), poprawa tolerancji leczenia (45%) i zmniejszenie nasilenia działań niepożądanych (36%). Autorzy podkreślają wysoką selektywność w wyborze preparatów witaminowych i suplementów. Najpopularniejsza jest witamina D, selen z cynkiem oraz witamina C i tzw. witamina B17. 60% osób stosujących alternatywne metody walki z rakiem uważało, że nie otrzymało wystarczających informacji dotyczących ich bezpieczeństwa, jednak nie obawiało się powikłań. Głównym źródłem informacji o alternatywnych metodach leczenia był Internet (43%), znajomi (15%), pracownicy służby zdrowia (14%) i onkolodzy (7%). W drugiej pracy zaprezentowanej na kongresie ESMO2018 oceniono częstość występowania interakcji lekowych wśród 202 chorych na mięsaki, otrzymujących chemioterapię lub immunoterapię z zastosowaniem inhibitorów kinazy tyrozynowej. 17% z nich przyznało się do stosowania alternatywnych metod leczenia. Istotne interakcje wymagające interwencji personelu medycznego wystąpiły u 24% badanych, z czego 29% związane było ze stosowaniem alternatywnych metod. Jak podkreślają eksperci, leczenie niekonwencjonalne i metody alternatywne stosowane w onkologii są niebezpieczne ponieważ: mogą być przyczyną rezygnacji lub opóźnienia właściwej terapii onkologicznej, nie są znane interakcje i wzajemny wpływ leków onkologicznych z preparatami niekonwencjonalnymi i naturalnymi, nie można wykluczyć szkodliwości części tych środków (niektóre z nich wytwarzane są z trujących roślin, takich jak jemioła czy huba), chorzy i osoby po leczeniu onkologicznym są dobrymi odbiorcami reklam środków medycznych i paramedycznych. Pacjent, który niepokoi się o stan swojego zdrowia, obawia się nawrotu nowotworu, łatwo ulega zachętom ze strony koncernów farmaceutycznych, ale i twórców „cudownych” metod niekonwencjonalnych i oraz terapii naturalnych, w części przypadków chorzy na raka mają do czynienia ze świadomym oszukiwaniem z pobudek materialnych, na temat większości niekonwencjonalnych metod i preparatów antynowotworowych (np. Vilcacora, Iscador) brak jest jakichkolwiek informacji w piśmiennictwie naukowym. Wielu z nich nie można kupić w Polsce, gdyż nie zostały dopuszczone do obrotu i sprowadzane są z niewiadomych źródeł za pośrednictwem internetu. Onkologia niekonwencjonalna Jeżeli szukasz wiarygodnych informacji dotyczących niekonwencjonalnych, komplementarnych i alternatywnych metod leczenia raka, to zajrzyj do serwisu medycyny niekonwencjonalnej w ramach bazy amerykańskiego National Cancer Institute: Complementary and Alternative Medicine. Znajdziesz tam rzetelne źródła, materiały i szerokie opracowania dotyczące powyższej tematyki.
Eksperci zwracają uwagę mutacje genetyczne paradoksalnie są też szansą dla pacjentów. Przede wszystkim można je wykryć odpowiednimi testami, jak też zastosować bardziej skuteczne leczenie, dopasowane do tych mutacji, nawet wtedy, gdy doszło już do przerzutów, np. do wątroby. - zapewniał prof. Jan Lubiński, kierownik Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych oraz Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Warunkiem jest przeprowadzenie odpowiednich badań molekularnych (genetycznych) wykrywających mutacje, przydatnych w profilaktyce i leczeniu onkologicznym. Badania te nie zawsze są jednak wykonywane u pacjentów z wykrytym nowotworem. W przypadku raka jajnika badania na obecność mutacji BRCA wykonuje się jedynie u 3 na 10 pacjentek z tym nowotworem – stwierdzili eksperci. Tymczasem jak przekonują specjaliści wybór optymalnej terapii jest ściśle powiązany z oznaczeniem u każdej pacjentki statusu mutacji w genach BRCA. Procedura ta powinna mieć zatem charakter obligatoryjny. - tłumaczy Prof. Anita Chudecka-Głaz, kierująca Kliniką Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Eksperci przekonują, że badanie molekularne powinno być wykonane wraz z operacją usunięcia guza lub podczas zabiegu diagnostycznego, gdy można pobrać próbkę komórek nowotworowych. Najlepiej, gdyby było ono obowiązkowe wraz z badaniem patomorfologicznym, niezbędnym do tego, by potwierdzić chorobę nowotworową oraz wykazać, jakiego jest rodzaju. Z najnowszych danych wynika, że mutacja w genach BRCA występuje u 10 proc. pacjentek z rakiem jajnika, a także u ok. 4-7 proc. pacjentów chorujących na raka trzustki. W przypadku raka piersi ocenia się, że od 5 do 15 proc. zachorowań związanych jest z różnymi mutacjami w genach, w tym z mutacją BRCA. Onkolodzy zwracają uwagę, że przeprowadzone u chorego na raka badanie molekularne jest też ważne dla członków jego rodziny. Przy okazji można badaniom genetycznym poddać jego krewnych, bo jest duże ryzyko, że część z nich to nosiciele tej samej mutacji, sprawiającej, że są bardziej podatni na nowotwory. U takich osób częściej wykonuje się badania diagnostyczne, pozwalające wcześniej wykryć chorobę nowotworową, gdy leczenie jest zwykle bardziej skuteczne. W Polsce funkcjonują poradnie genetyczne, do których skierowanie może wypisać nawet lekarz rodzinny. Od kilkunastu lat realizowany jest „Program opieki nad rodzinami wysokiego, dziedzicznie uwarunkowanego ryzyka zachorowania na nowotwory złośliwe”. W 2020 r. w jego ramach objęto opieką łącznie 22 670 pacjentów i zidentyfikowano 9 761 nowych rodzin obciążonych wysokim ryzykiem zachorowania na nowotwory piersi lub jajnika. Program miał obowiązywać do końca 2021 r., jego funkcjonowanie przedłużono do sierpnia 2022 r., na razie nie wiadomo jednak, jaki będzie jego dalszy los. Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia aktualizują formułę Programu. Źródło: PAP
leczenie raka trzustki w niemczech